Will wyruszył w drogę sam. Dostał mapę, jedzenie, wodę i konie, a wtedy po prostu odjechał. Nie wiedząc gdzie się udaje, rozmyślał całymi dniami.
"Kim jest Adam?"
"Kim ja jestem?"
Wszystko było bardzo tajemnicze. Podrapał bliznę, która ostatnimi czasy bardziej mu dokuczała.
"Hmm... właściwie skąd ona się tam wzięła?"
Zaczął się zastanawiać czy aby na pewno to od łucznictwa.
Był w połowie drogi, gdy stwierdził, że czas odpocząć. Rozpalił ognisko, posilił się i położył na chwilkę.
Zasnął.
Templariusz
Templariusz
sobota, 13 września 2014
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Rozdział 3
-Co? Co to znaczy "czym"? - powiedział nieszczęsny Will.- O co tu chodzi?
- Posłuchaj Willu, nie jesteś zwykłym człowiekiem. Jesteś tym, który ma wypełnić przeznaczenie Zakonu Templariuszy. Nie wiesz skąd masz Znamię? - powiedział jeden z członków, James.
- Nie mam żadnego znamienia... - odpowiedział chłopak.
- Wystarczy, James. Nie naszym przeznaczeniem jest mówić o tym Willowi.
- Przepraszam... - odpowiedział zawstydzony, bo wiedział, że mistrz ma rację.
- Posłuchaj, synu. Pojedziesz daleko. Damy ci mapę z wy wyznaczoną trasą. U celu spotkasz pewnego człowieka... Mojego przyjaciela. Powiedz, że jesteś moim synem. Da ci posiłek i pokój w swoim domu. On ci wszystko wyjaśni. Oczywiście nie musisz jechać jeśli nie chcesz.
Will intensywnie myślał. W jego głowie znajdowała się jedna wielka plątanina myśli, domysłów, pytań bez odpowiedzi. O co chodzi?
- Nie martw się, Will. To nic strasznego. Wszystkiego się dowiesz w odpowiednim czasie... - Zaczął mistrz, ale nie skończył, bo gburowaty John przerwał mu.
- Nie chcę przerywać tej wzruszającej wypowiedzi, ale jeśli To ma się spełnić przy pomocy Willa to nie mamy zbyt wiele czasu. - powiedział.
- Cicho, John. - odrzekł złowieszczo mistrz.
- Emm... A tak właściwie to do kogo dokładnie mam pojechać?
Zapadła cisza, bo nikt tak naprawdę nie wiedział o kim mówił mistrz, więc tylko szeptano z przejęciem o tym co być może ma się wydarzyć.
- Cóż... Nazywa imię ma Adam.
Słuchajcie, chcę Wam podziękować. 2 rozdziały i prawie 50 wyświetleń! Jesteście niesamowici! :)
Polecajcie, czytajcie, rozgłaszajcie, komentujcie. Dziękuję! ;) ~ Justtiny
- Posłuchaj Willu, nie jesteś zwykłym człowiekiem. Jesteś tym, który ma wypełnić przeznaczenie Zakonu Templariuszy. Nie wiesz skąd masz Znamię? - powiedział jeden z członków, James.
- Nie mam żadnego znamienia... - odpowiedział chłopak.
- Wystarczy, James. Nie naszym przeznaczeniem jest mówić o tym Willowi.
- Przepraszam... - odpowiedział zawstydzony, bo wiedział, że mistrz ma rację.
- Posłuchaj, synu. Pojedziesz daleko. Damy ci mapę z wy wyznaczoną trasą. U celu spotkasz pewnego człowieka... Mojego przyjaciela. Powiedz, że jesteś moim synem. Da ci posiłek i pokój w swoim domu. On ci wszystko wyjaśni. Oczywiście nie musisz jechać jeśli nie chcesz.
Will intensywnie myślał. W jego głowie znajdowała się jedna wielka plątanina myśli, domysłów, pytań bez odpowiedzi. O co chodzi?
- Nie martw się, Will. To nic strasznego. Wszystkiego się dowiesz w odpowiednim czasie... - Zaczął mistrz, ale nie skończył, bo gburowaty John przerwał mu.
- Nie chcę przerywać tej wzruszającej wypowiedzi, ale jeśli To ma się spełnić przy pomocy Willa to nie mamy zbyt wiele czasu. - powiedział.
- Cicho, John. - odrzekł złowieszczo mistrz.
- Emm... A tak właściwie to do kogo dokładnie mam pojechać?
Zapadła cisza, bo nikt tak naprawdę nie wiedział o kim mówił mistrz, więc tylko szeptano z przejęciem o tym co być może ma się wydarzyć.
- Cóż... Nazywa imię ma Adam.
Słuchajcie, chcę Wam podziękować. 2 rozdziały i prawie 50 wyświetleń! Jesteście niesamowici! :)
Polecajcie, czytajcie, rozgłaszajcie, komentujcie. Dziękuję! ;) ~ Justtiny
czwartek, 5 czerwca 2014
Rozdział 2
Will szedł korytarzem. Oświetlony był tylko pochodnią którą trzymał w ręce. Na końcu korytarza, szybko wymacał odpowiednią cegłę, uruchamiającą tajemne przejście do kryjówki Zakonu.
Było to przestronne, okrągłe pomieszczenie z dużym stołem i krzesłami, mnóstwem biblioteczek i kominkiem. Will lubił to miejsce, często przychodził tu sam, żeby poczytać albo coś przemyśleć. Teraz nie przyszedł tu jednak w tym celu. Odbywały się tu wszystkie zebrania Zakonu, w których musiał uczestniczyć każdy jego członek powyżej czternastego roku życia. Dla Willa, były to okropne męczarnie, gdyż zwykle rozmawiało tam o nieinteresujących chłopca tematach. Mimo to, tym razem miało być to coś naprawdę ważnego. W zamyśleniu potarł bliznę na nadgarstku. Właściwie nie wiedział skąd się ona wzięła, podejrzewał, że to od łucznictwa, albo coś takiego. W każdym razie teraz o tym nie myślał. Chciał się dowiedzieć na jaki temat będzie rozmawiać na zebraniu. Nie musiał długo czekać; jego ojciec zaczął mówić:
- Witam na zebraniu. Zanim zacznę mówić najpierw odmówmy modlitwę. - powiedział.
Wszyscy jak na zawołanie złożyli ręce do modlitwy i zaczęli się modlić. Will patrzył ukradkowo, kto już skończył. Kiedy wszyscy skończyli, mistrz Zakonu powiedział:
- Jeszcze raz witam na zebraniu, tego dnia, chciałbym omówić jedną ważną sprawę. - wyrzucił z siebie niemal jednym tchem. Następne zdanie, choć niezwykle szokujące, było krótkie.
- Lockwood wrócił.
Will syknął cicho, bo zapiekła go blizna. Zdziwił się. Nigdy wcześniej go nie bolała. To go średnio jednak zainteresowało, bo chciał sie czegoś istotnego dowiedzieć.
- Przepraszam, kto to jest Lockwood? - powiedział dość głośno, bo wszędzie rozległy się dość głośne szmery.
Zapadła cisza.
On nie wie?
Syn mistrza Zakonu Templariuszy nie wie o prawdzie?
Nie wie o sobie?
Czyżby naprawdę nie wiedział kim jest?
A raczej CZYM jest?
Było to przestronne, okrągłe pomieszczenie z dużym stołem i krzesłami, mnóstwem biblioteczek i kominkiem. Will lubił to miejsce, często przychodził tu sam, żeby poczytać albo coś przemyśleć. Teraz nie przyszedł tu jednak w tym celu. Odbywały się tu wszystkie zebrania Zakonu, w których musiał uczestniczyć każdy jego członek powyżej czternastego roku życia. Dla Willa, były to okropne męczarnie, gdyż zwykle rozmawiało tam o nieinteresujących chłopca tematach. Mimo to, tym razem miało być to coś naprawdę ważnego. W zamyśleniu potarł bliznę na nadgarstku. Właściwie nie wiedział skąd się ona wzięła, podejrzewał, że to od łucznictwa, albo coś takiego. W każdym razie teraz o tym nie myślał. Chciał się dowiedzieć na jaki temat będzie rozmawiać na zebraniu. Nie musiał długo czekać; jego ojciec zaczął mówić:
- Witam na zebraniu. Zanim zacznę mówić najpierw odmówmy modlitwę. - powiedział.
Wszyscy jak na zawołanie złożyli ręce do modlitwy i zaczęli się modlić. Will patrzył ukradkowo, kto już skończył. Kiedy wszyscy skończyli, mistrz Zakonu powiedział:
- Jeszcze raz witam na zebraniu, tego dnia, chciałbym omówić jedną ważną sprawę. - wyrzucił z siebie niemal jednym tchem. Następne zdanie, choć niezwykle szokujące, było krótkie.
- Lockwood wrócił.
Will syknął cicho, bo zapiekła go blizna. Zdziwił się. Nigdy wcześniej go nie bolała. To go średnio jednak zainteresowało, bo chciał sie czegoś istotnego dowiedzieć.
- Przepraszam, kto to jest Lockwood? - powiedział dość głośno, bo wszędzie rozległy się dość głośne szmery.
Zapadła cisza.
On nie wie?
Syn mistrza Zakonu Templariuszy nie wie o prawdzie?
Nie wie o sobie?
Czyżby naprawdę nie wiedział kim jest?
A raczej CZYM jest?
niedziela, 25 maja 2014
Rozdział 1
-Co mam dzisiaj robić? - pomyślał Will.
Will to szesnastoletni, szczupły chłopiec. Templariusz. Ma ciemne, brązowe włosy i zielone, przenikliwe oczy. Jego ojciec jest bardzo religijny - w końcu należy do Zakonu, a ściślej - jest jego mistrzem. Nie kocha Willa. Nie był zaplanowany - był wpadką z dalekiej, mogłoby się wydawać przeszłości. W każdym razie, chłopiec o tym na razie nie myślał.
Nie miał nic do roboty, więc jak co dzień, postanowił pójść na spacer do lasu. Znał go od maleńkości, więc wiedział, że się nie zgubi. Ale co dalej? - myślał znudzony.
Specjalnie wydłużył drogę, przechodząc przez wioskę. Mieszkała tam jego sympatia. Niestety, na razie nie odwzajemniona. Miała na imię Elisa. Przeszedł obok jej domu. Wyglądała przez okno i zauważyła go. Pomachała mu z radosnym uśmiechem na pięknej twarzy, którą zasłaniały cudnej urody, kasztanowe włosy.
Odmachał nieśmiało i ruszył dalej szybkim krokiem, ganiąc się za to, że nic nawet nie powiedział.
Will był wytrawnym łucznikiem. Ba, najwytrawniejszym ze wszystkich! Potrafił trafić strzałą do celu z odległości 220 metrów! Nikt o tym jednak nie wiedział. Każdy myślał, że jak Templariusz to i szermierka - miecze, pałasze... Ale nie on. On wolał łuki. Zamyślony, nie patrzył nawet gdzie idzie i jak prędko. Dlatego szybko dogoniła go Elisa.
- Witaj, Willu! - zawołała, a ten aż podskoczył wystraszony.
- Och, to ty... - powiedział zmieszany. Nie wiedział co powiedzieć.
- Chciałam spytać gdzie się wybierasz, ale tak prędko odszedłeś... - powiedziała.
- Cóż, miałem zamiar iść do lasu, może coś upolować... - odrzekł chłopiec potrząsając łukiem.
- Ach, czyli jesteś zajęty... Więc nie będę ci więcej przeszkadzać. - powiedziała z ledwo dostrzegalną nutą smutku. Will jej nie dosłyszał.
- Tak... Do zobaczenia.
- Do widzenia... - szepnęła, bo chłopiec i tak już odchodził.
Potem na nowo pogrążył się w nostalgicznym zamyśleniu i w tym stanie doszedł do lasu.
Na jego skraju stał chłopak. Na oko, w jego wieku. W jednej ręce ściskał łuk, a w drugiej worek z najprawdopodobniej upolowaną zwierzyną. Wydawał się sympatyczny, no i był łucznikiem, więc Will postanowił się z nim zapoznać.
- Witaj, nazywam się Will. Widzę, że również lubisz łucznictwo. - powiedział przyjaźnie.
Chłopak zlustrował go od stóp do głów zimnym spojrzeniem. Aż mrozi - pomyślał Will.
- Może i tak, nie interesuj się. - odburknął, najwyraźniej nie skory do rozmów.
- Chciałem tylko się zapoznać... - odrzekł cicho Will.
- Zapoznawaj się z kimś innym. - odparł sztywno chłopak i odszedł.
Hmm... dziwny. Przecież wszyscy w wiosce są mili dla innych. Zwłaszcza dla osób z Zakonu, a ci zawsze noszą ich oznakę. Może go jeszcze kiedyś spotkam...? - pomyślał i wszedł do lasu.
Will to szesnastoletni, szczupły chłopiec. Templariusz. Ma ciemne, brązowe włosy i zielone, przenikliwe oczy. Jego ojciec jest bardzo religijny - w końcu należy do Zakonu, a ściślej - jest jego mistrzem. Nie kocha Willa. Nie był zaplanowany - był wpadką z dalekiej, mogłoby się wydawać przeszłości. W każdym razie, chłopiec o tym na razie nie myślał.
Nie miał nic do roboty, więc jak co dzień, postanowił pójść na spacer do lasu. Znał go od maleńkości, więc wiedział, że się nie zgubi. Ale co dalej? - myślał znudzony.
Specjalnie wydłużył drogę, przechodząc przez wioskę. Mieszkała tam jego sympatia. Niestety, na razie nie odwzajemniona. Miała na imię Elisa. Przeszedł obok jej domu. Wyglądała przez okno i zauważyła go. Pomachała mu z radosnym uśmiechem na pięknej twarzy, którą zasłaniały cudnej urody, kasztanowe włosy.
Odmachał nieśmiało i ruszył dalej szybkim krokiem, ganiąc się za to, że nic nawet nie powiedział.
Will był wytrawnym łucznikiem. Ba, najwytrawniejszym ze wszystkich! Potrafił trafić strzałą do celu z odległości 220 metrów! Nikt o tym jednak nie wiedział. Każdy myślał, że jak Templariusz to i szermierka - miecze, pałasze... Ale nie on. On wolał łuki. Zamyślony, nie patrzył nawet gdzie idzie i jak prędko. Dlatego szybko dogoniła go Elisa.
- Witaj, Willu! - zawołała, a ten aż podskoczył wystraszony.
- Och, to ty... - powiedział zmieszany. Nie wiedział co powiedzieć.
- Chciałam spytać gdzie się wybierasz, ale tak prędko odszedłeś... - powiedziała.
- Cóż, miałem zamiar iść do lasu, może coś upolować... - odrzekł chłopiec potrząsając łukiem.
- Ach, czyli jesteś zajęty... Więc nie będę ci więcej przeszkadzać. - powiedziała z ledwo dostrzegalną nutą smutku. Will jej nie dosłyszał.
- Tak... Do zobaczenia.
- Do widzenia... - szepnęła, bo chłopiec i tak już odchodził.
Potem na nowo pogrążył się w nostalgicznym zamyśleniu i w tym stanie doszedł do lasu.
Na jego skraju stał chłopak. Na oko, w jego wieku. W jednej ręce ściskał łuk, a w drugiej worek z najprawdopodobniej upolowaną zwierzyną. Wydawał się sympatyczny, no i był łucznikiem, więc Will postanowił się z nim zapoznać.
- Witaj, nazywam się Will. Widzę, że również lubisz łucznictwo. - powiedział przyjaźnie.
Chłopak zlustrował go od stóp do głów zimnym spojrzeniem. Aż mrozi - pomyślał Will.
- Może i tak, nie interesuj się. - odburknął, najwyraźniej nie skory do rozmów.
- Chciałem tylko się zapoznać... - odrzekł cicho Will.
- Zapoznawaj się z kimś innym. - odparł sztywno chłopak i odszedł.
Hmm... dziwny. Przecież wszyscy w wiosce są mili dla innych. Zwłaszcza dla osób z Zakonu, a ci zawsze noszą ich oznakę. Może go jeszcze kiedyś spotkam...? - pomyślał i wszedł do lasu.
piątek, 23 maja 2014
Prolog
Lockwood przechadzał się po swoim apartamencie.
- Krock, przynieś mi kawy. Byle szybko.
Dlaczego ci Templariusze są tak... irytujący. Nie wybaczę im tego co mi zrobili... - pomyślał, spoglądając w lustro, na blizny na twarzy.
- Krock, gdzie moja kawa?
- Już idę, psze pana. - jęknął wystraszony Krock.
Lockwood usiadł wygodnie w swoim fotelu. Praktycznie natychmiast wskoczył mu na kolana jego czarny kot.
- Co mam robić? - powiedział głośno, zamyślony.
- Niech się pan napije kawy, już panu przynoszę psze pana i może jeszcze cukru, albo mleka, albo może za zimna, lub... - rozgadał się Krock.
- Zamilcz, durniu. - odrzekł spokojnie Lockwood. - Mam zamiar zgładzić Zakon Templariuszy i nie zamierzam pozwolić, aby ktoś mnie w tym zatrzymywał... Zapłacą mi za wyrządzone krzywdy...
I to słono. - Dodał w myśli.
- Krock, przynieś mi kawy. Byle szybko.
Dlaczego ci Templariusze są tak... irytujący. Nie wybaczę im tego co mi zrobili... - pomyślał, spoglądając w lustro, na blizny na twarzy.
- Krock, gdzie moja kawa?
- Już idę, psze pana. - jęknął wystraszony Krock.
Lockwood usiadł wygodnie w swoim fotelu. Praktycznie natychmiast wskoczył mu na kolana jego czarny kot.
- Co mam robić? - powiedział głośno, zamyślony.
- Niech się pan napije kawy, już panu przynoszę psze pana i może jeszcze cukru, albo mleka, albo może za zimna, lub... - rozgadał się Krock.
- Zamilcz, durniu. - odrzekł spokojnie Lockwood. - Mam zamiar zgładzić Zakon Templariuszy i nie zamierzam pozwolić, aby ktoś mnie w tym zatrzymywał... Zapłacą mi za wyrządzone krzywdy...
I to słono. - Dodał w myśli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)