-Co mam dzisiaj robić? - pomyślał Will.
Will to szesnastoletni, szczupły chłopiec. Templariusz. Ma ciemne, brązowe włosy i zielone, przenikliwe oczy. Jego ojciec jest bardzo religijny - w końcu należy do Zakonu, a ściślej - jest jego mistrzem. Nie kocha Willa. Nie był zaplanowany - był wpadką z dalekiej, mogłoby się wydawać przeszłości. W każdym razie, chłopiec o tym na razie nie myślał.
Nie miał nic do roboty, więc jak co dzień, postanowił pójść na spacer do lasu. Znał go od maleńkości, więc wiedział, że się nie zgubi. Ale co dalej? - myślał znudzony.
Specjalnie wydłużył drogę, przechodząc przez wioskę. Mieszkała tam jego sympatia. Niestety, na razie nie odwzajemniona. Miała na imię Elisa. Przeszedł obok jej domu. Wyglądała przez okno i zauważyła go. Pomachała mu z radosnym uśmiechem na pięknej twarzy, którą zasłaniały cudnej urody, kasztanowe włosy.
Odmachał nieśmiało i ruszył dalej szybkim krokiem, ganiąc się za to, że nic nawet nie powiedział.
Will był wytrawnym łucznikiem. Ba, najwytrawniejszym ze wszystkich! Potrafił trafić strzałą do celu z odległości 220 metrów! Nikt o tym jednak nie wiedział. Każdy myślał, że jak Templariusz to i szermierka - miecze, pałasze... Ale nie on. On wolał łuki. Zamyślony, nie patrzył nawet gdzie idzie i jak prędko. Dlatego szybko dogoniła go Elisa.
- Witaj, Willu! - zawołała, a ten aż podskoczył wystraszony.
- Och, to ty... - powiedział zmieszany. Nie wiedział co powiedzieć.
- Chciałam spytać gdzie się wybierasz, ale tak prędko odszedłeś... - powiedziała.
- Cóż, miałem zamiar iść do lasu, może coś upolować... - odrzekł chłopiec potrząsając łukiem.
- Ach, czyli jesteś zajęty... Więc nie będę ci więcej przeszkadzać. - powiedziała z ledwo dostrzegalną nutą smutku. Will jej nie dosłyszał.
- Tak... Do zobaczenia.
- Do widzenia... - szepnęła, bo chłopiec i tak już odchodził.
Potem na nowo pogrążył się w nostalgicznym zamyśleniu i w tym stanie doszedł do lasu.
Na jego skraju stał chłopak. Na oko, w jego wieku. W jednej ręce ściskał łuk, a w drugiej worek z najprawdopodobniej upolowaną zwierzyną. Wydawał się sympatyczny, no i był łucznikiem, więc Will postanowił się z nim zapoznać.
- Witaj, nazywam się Will. Widzę, że również lubisz łucznictwo. - powiedział przyjaźnie.
Chłopak zlustrował go od stóp do głów zimnym spojrzeniem. Aż mrozi - pomyślał Will.
- Może i tak, nie interesuj się. - odburknął, najwyraźniej nie skory do rozmów.
- Chciałem tylko się zapoznać... - odrzekł cicho Will.
- Zapoznawaj się z kimś innym. - odparł sztywno chłopak i odszedł.
Hmm... dziwny. Przecież wszyscy w wiosce są mili dla innych. Zwłaszcza dla osób z Zakonu, a ci zawsze noszą ich oznakę. Może go jeszcze kiedyś spotkam...? - pomyślał i wszedł do lasu.
Templariusz
niedziela, 25 maja 2014
piątek, 23 maja 2014
Prolog
Lockwood przechadzał się po swoim apartamencie.
- Krock, przynieś mi kawy. Byle szybko.
Dlaczego ci Templariusze są tak... irytujący. Nie wybaczę im tego co mi zrobili... - pomyślał, spoglądając w lustro, na blizny na twarzy.
- Krock, gdzie moja kawa?
- Już idę, psze pana. - jęknął wystraszony Krock.
Lockwood usiadł wygodnie w swoim fotelu. Praktycznie natychmiast wskoczył mu na kolana jego czarny kot.
- Co mam robić? - powiedział głośno, zamyślony.
- Niech się pan napije kawy, już panu przynoszę psze pana i może jeszcze cukru, albo mleka, albo może za zimna, lub... - rozgadał się Krock.
- Zamilcz, durniu. - odrzekł spokojnie Lockwood. - Mam zamiar zgładzić Zakon Templariuszy i nie zamierzam pozwolić, aby ktoś mnie w tym zatrzymywał... Zapłacą mi za wyrządzone krzywdy...
I to słono. - Dodał w myśli.
- Krock, przynieś mi kawy. Byle szybko.
Dlaczego ci Templariusze są tak... irytujący. Nie wybaczę im tego co mi zrobili... - pomyślał, spoglądając w lustro, na blizny na twarzy.
- Krock, gdzie moja kawa?
- Już idę, psze pana. - jęknął wystraszony Krock.
Lockwood usiadł wygodnie w swoim fotelu. Praktycznie natychmiast wskoczył mu na kolana jego czarny kot.
- Co mam robić? - powiedział głośno, zamyślony.
- Niech się pan napije kawy, już panu przynoszę psze pana i może jeszcze cukru, albo mleka, albo może za zimna, lub... - rozgadał się Krock.
- Zamilcz, durniu. - odrzekł spokojnie Lockwood. - Mam zamiar zgładzić Zakon Templariuszy i nie zamierzam pozwolić, aby ktoś mnie w tym zatrzymywał... Zapłacą mi za wyrządzone krzywdy...
I to słono. - Dodał w myśli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)