Will szedł korytarzem. Oświetlony był tylko pochodnią którą trzymał w ręce. Na końcu korytarza, szybko wymacał odpowiednią cegłę, uruchamiającą tajemne przejście do kryjówki Zakonu.
Było to przestronne, okrągłe pomieszczenie z dużym stołem i krzesłami, mnóstwem biblioteczek i kominkiem. Will lubił to miejsce, często przychodził tu sam, żeby poczytać albo coś przemyśleć. Teraz nie przyszedł tu jednak w tym celu. Odbywały się tu wszystkie zebrania Zakonu, w których musiał uczestniczyć każdy jego członek powyżej czternastego roku życia. Dla Willa, były to okropne męczarnie, gdyż zwykle rozmawiało tam o nieinteresujących chłopca tematach. Mimo to, tym razem miało być to coś naprawdę ważnego. W zamyśleniu potarł bliznę na nadgarstku. Właściwie nie wiedział skąd się ona wzięła, podejrzewał, że to od łucznictwa, albo coś takiego. W każdym razie teraz o tym nie myślał. Chciał się dowiedzieć na jaki temat będzie rozmawiać na zebraniu. Nie musiał długo czekać; jego ojciec zaczął mówić:
- Witam na zebraniu. Zanim zacznę mówić najpierw odmówmy modlitwę. - powiedział.
Wszyscy jak na zawołanie złożyli ręce do modlitwy i zaczęli się modlić. Will patrzył ukradkowo, kto już skończył. Kiedy wszyscy skończyli, mistrz Zakonu powiedział:
- Jeszcze raz witam na zebraniu, tego dnia, chciałbym omówić jedną ważną sprawę. - wyrzucił z siebie niemal jednym tchem. Następne zdanie, choć niezwykle szokujące, było krótkie.
- Lockwood wrócił.
Will syknął cicho, bo zapiekła go blizna. Zdziwił się. Nigdy wcześniej go nie bolała. To go średnio jednak zainteresowało, bo chciał sie czegoś istotnego dowiedzieć.
- Przepraszam, kto to jest Lockwood? - powiedział dość głośno, bo wszędzie rozległy się dość głośne szmery.
Zapadła cisza.
On nie wie?
Syn mistrza Zakonu Templariuszy nie wie o prawdzie?
Nie wie o sobie?
Czyżby naprawdę nie wiedział kim jest?
A raczej CZYM jest?
Hej, podoba mi się twój blog, czekam na kolejne rozdziały :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wióra