Templariusz

Templariusz

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 3

-Co? Co to znaczy "czym"? - powiedział nieszczęsny Will.- O co tu chodzi?
- Posłuchaj Willu, nie jesteś zwykłym człowiekiem. Jesteś tym, który ma wypełnić przeznaczenie Zakonu Templariuszy. Nie wiesz skąd masz Znamię? - powiedział jeden z członków, James.
- Nie mam żadnego znamienia...  - odpowiedział chłopak.
- Wystarczy, James. Nie naszym przeznaczeniem jest mówić o tym Willowi.
- Przepraszam... - odpowiedział zawstydzony, bo wiedział, że mistrz ma rację.
- Posłuchaj, synu. Pojedziesz daleko. Damy ci mapę z wy wyznaczoną trasą. U celu spotkasz pewnego człowieka... Mojego przyjaciela. Powiedz, że jesteś moim synem. Da ci posiłek i pokój w swoim domu. On ci wszystko wyjaśni. Oczywiście nie musisz jechać jeśli nie chcesz.
Will intensywnie myślał. W jego głowie znajdowała się jedna wielka plątanina myśli, domysłów, pytań bez odpowiedzi. O co chodzi?
- Nie martw się, Will. To nic strasznego. Wszystkiego się dowiesz w odpowiednim czasie... - Zaczął mistrz, ale nie skończył, bo gburowaty John przerwał mu.
- Nie chcę przerywać tej wzruszającej wypowiedzi, ale jeśli To ma się spełnić przy pomocy Willa to nie mamy zbyt wiele czasu. - powiedział.
- Cicho, John. - odrzekł złowieszczo mistrz.
- Emm... A tak właściwie to do kogo dokładnie mam pojechać?
Zapadła cisza, bo nikt tak naprawdę nie wiedział o kim mówił mistrz, więc tylko szeptano z przejęciem o tym co być może ma się wydarzyć.
- Cóż... Nazywa imię ma Adam.



Słuchajcie, chcę Wam podziękować. 2 rozdziały i prawie 50 wyświetleń! Jesteście niesamowici! :)
Polecajcie, czytajcie, rozgłaszajcie, komentujcie. Dziękuję! ;) ~ Justtiny

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 2

Will szedł korytarzem. Oświetlony był tylko pochodnią którą trzymał w ręce. Na końcu korytarza, szybko wymacał odpowiednią cegłę, uruchamiającą tajemne przejście do kryjówki Zakonu.
Było to przestronne, okrągłe pomieszczenie z dużym stołem i krzesłami, mnóstwem biblioteczek i kominkiem. Will lubił to miejsce, często przychodził tu sam, żeby poczytać albo coś przemyśleć. Teraz nie przyszedł tu jednak w tym celu. Odbywały się tu wszystkie zebrania Zakonu, w których musiał uczestniczyć każdy jego członek powyżej czternastego roku życia. Dla Willa, były to okropne męczarnie, gdyż zwykle rozmawiało tam o nieinteresujących chłopca tematach. Mimo to, tym razem miało być to coś naprawdę ważnego. W zamyśleniu potarł bliznę na nadgarstku. Właściwie nie wiedział skąd się ona wzięła, podejrzewał, że to od łucznictwa, albo coś takiego. W każdym razie teraz o tym nie myślał. Chciał się dowiedzieć na jaki temat będzie rozmawiać na zebraniu. Nie musiał długo czekać; jego ojciec zaczął mówić:
- Witam na zebraniu. Zanim zacznę mówić najpierw odmówmy modlitwę. - powiedział.
Wszyscy jak na zawołanie złożyli ręce do modlitwy i zaczęli się modlić. Will patrzył ukradkowo, kto już skończył. Kiedy wszyscy skończyli, mistrz Zakonu powiedział:
- Jeszcze raz witam na zebraniu, tego dnia, chciałbym omówić jedną ważną sprawę. - wyrzucił z siebie niemal jednym tchem. Następne zdanie, choć niezwykle szokujące, było krótkie.
 - Lockwood wrócił.
Will syknął cicho, bo zapiekła go blizna. Zdziwił się. Nigdy wcześniej go nie bolała. To go średnio jednak zainteresowało, bo chciał sie czegoś istotnego dowiedzieć.
- Przepraszam, kto to jest Lockwood? - powiedział dość głośno, bo wszędzie rozległy się dość głośne szmery.
Zapadła cisza.
On nie wie?
Syn mistrza Zakonu Templariuszy nie wie o prawdzie?
Nie wie o sobie?
Czyżby naprawdę nie wiedział kim jest?
A raczej CZYM jest?